Odmowa wyrażenia zgody na kolportaż czasopisma w koszarach wojskowych
Austriackie Stowarzyszenie Demokratycznych Żołnierzy (VDSO) wydawało czasopismo pod nazwą "Der Igel", które było skierowane do żołnierzy. Zawierała krytyczne wypowiedzi dotyczące różnych problemów sił zbrojnych i służby wojskowej.
W lipcu 1987 roku VDSO zwróciło się do federalnego ministra obrony o zgodę na kolportowanie "Der Igel" w koszarach wojskowych w taki sam sposób, jak innych czasopism o tematyce wojskowej. Nie otrzymało żadnej odpowiedzi.
Dnia 29 grudnia 1987 roku Gubi kolportował egzemplarze numeru 3/87 "Der Igel" w koszarach Schwarzenberg w Salzburgu. Oficer wydał rozkaz, aby przestał to robić, a 12 stycznia 1988 roku przełożony poinformował Gubiego o przepisach zakazujących kolportażu jakichkolwiek publikacji na terenie koszar bez zezwolenia komendanta. Kilka dni później Gubi złożył do Wojskowej Komisji Skarg Federalnego Ministerstwa Obrony odwołanie od tego zakazu oraz od rozkazu z 29 grudnia. Zgodnie z zaleceniem tej komisji Wydział Skarg Ministerstwa Obrony odrzucił odwołanie. Trybunał Konstytucyjny nie przyjął skargi do rozpatrzenia, jednak uchylił karę dyscyplinarną nałożoną na Gubiego za kolportaż.
W skardze do Europejskiej Komisji Praw Człowieka VDSO i Gubi zarzucili naruszenie prawa do swobody wypowiedzi (art. 10) ze względu na odmowę ministra obrony wpisania pisma "Der Igel" na listę czasopism kolportowanych w armii austriackiej, a także brak skutecznych środków odwoławczych (art. 13) oraz dyskryminację z przyczyn politycznych (art. 14).
Komisja doszła do wniosku, iż wobec VDSO pogwałcono art., 10 i 13, natomiast w stosunku do Gubi jedynie art. 10.
Władze austriackie twierdziły, iż ich organy federalne jako właściciele koszar, na podstawie kodeksu cywilnego mogły swobodnie decydować o tym co się tam dzieje, bez potrzeby jakichkolwiek wyjaśnień. VDSO domagało się, aby pismo było rozprowadzane w wojsku w podobny sposób, jak dwa inne pozarządowe periodyki. Te jednak kolportowano na podstawie umów cywilno-prawnych z wydawcami. Nie można było wymagać od administracji wojskowej, aby pomagała kolportować w koszarach każdą publikację.
Trybunał przypomniał, że odpowiedzialność państwa pojawia się, gdy dochodzi do naruszenia podstawowych prawi wolności zawartych w Konwencji, na skutek niewypełnienia przez nie - wynikającego z art. 1 - obowiązku zagwarantowania tych praw w prawie krajowym (patrz orzeczenie w sprawie Costello-Roberts przeciwko Wielkiej Brytanii z 25 marca 1993; A. 247-C).
Władze prowadziły samodzielnie i na własny rachunek regularny kolportaż czasopism o tematyce wojskowej, wydawanych przez różne stowarzyszenia, wysyłając je razem ze swoimi oficjalnymi publikacjami. Starały się w ten sposób zwiększyć ilość informacji dostarczanych żołnierzom. Swoboda wypowiedzi przysługuje wojskowym w tym samym stopniu, jak innym (orzeczenie w sprawie Hadjianastassiou przeciwko Grecji z 16 grudnia 1992; A.252). Z akt sprawy wynika, że spośród wszystkich czasopism dla żołnierzy jedynie "Der Igel" nie miał dostępu do oficjalnego kolportażu wojskowego. VDSO mogło więc zarzucać, iż jest pokrzywdzona. Decyzja ministra obrony o odmowie była ingerencją w korzystanie z prawa do przekazywania informacji i idei.
Czy ta ingerencja była "przewidziana przez prawo"?
Zdaniem skarżących żaden z przepisów prawa wojskowego, które mogłoby być podstawą decyzji ministra obrony nie odpowiadał wymogom stawianym "prawu" w rozumieniu Konwencji. Szerokie i nieprecyzyjne sformułowania ustawy o siłach zbrojnych i zawarte w Ogólnym Regulaminie Wojskowym dawały pole dla arbitralności. Ponadto dwa okólniki, z 1975 u 1987 roku nie były dostępne dla VDSO.
Władze twierdziły, iż minister nie wydał w tej sprawie żadnej decyzji administracyjnej. Odmówił jedynie pozytywnej odpowiedzi na wniosek VDSO. Wystarczającą podstawą były przepisy kodeksu cywilnego. Cytowane wyżej akty prawne były jedynie wskazówką pozwalającą ministrowi podjąć właściwą decyzję.
Trybunał podkreślił, że chociaż przepisy te nie mogły stanowić dla ministra podstawy prawnej w ścisłym rozumieniu, bowiem nie wydał on formalnej decyzji, uwzględnił je jednak w swoim działaniu. Były one sformułowany w sposób ogólny. Należy jednak przypomnieć, że stopień precyzji wymagany od praw krajowego jest uzależniony w dużym stopniu od treści danego aktu prawnego, dziedziny którą reguluje, a także od liczby i statusu osób do których jest adresowany (orzeczenie w prawie Chorherr przeciwko Austrii z 25 sierpnia 1993; A.226-B).
W przypadku dyscypliny wojskowej trudno wyobrazić sobie regulacje określające w szczegółach różne typy zachowania. Może istnieć powód, aby sformułować je szeroko. Przepisy muszą zapewnić jednak wystarczającą ochronę przed arbitralnością i umożliwić zrozumienie konsekwencji wynikających z ich zastosowania. Zdaniem Trybunału okólnik z 1975 roku dawał wystarczającą podstawę prawną odmowy wniosku VDSO. Trybunał uznał, że ingerencja była "przewidziana przez prawo".
Cel ingerencji - utrzymanie porządku w siłach zbrojnych - uznano za uprawniony (orzeczenie w sprawie Engel i inni przeciwko Holandii z 8 czerwca 1976; A.22).
VDSO twierdziło, że odmowa ministra nie była "konieczna w demokratycznym społeczeństwie". Jej wyłącznym celem było zapobieżenie rozpowszechnianiu wśród żołnierzy, za pośrednictwem "Der Igel", opinii uznanych przez władze za wrogie wobec armii. Władze wprowadzały stopniowo większość reform proponowanych przez pismo, takich jak złagodzenie rygorów z wiązanych z godziną powrotu z przepustki do koszar, pięciodniowy tydzień zajęć, podniesienie żołdu, bezpłatne korzystanie z publicznej komunikacji. Pismo nie mogło być więc uważane za rzeczywiste zagrożenie.
Komisja zgodziła się z poglądem VDSO. Podkreśliła, że "Der Igel"
nie zachęcał do przemocy, nieposłuszeństwa lub łamania regulaminu. Informował
jedynie o procedurze skarg i odwołań.
Zdaniem władz pismo starało się osłabić zdolność bojową armii oraz system obronny kraju. Jego kolportaż był szczególnie niepożądany ze względu na utrzymujące się napięcie w koszarach Schwarzenberg. Powodem tego był ferment wśród żołnierzy, świadomie prowokowany prze Gubiego – aktywnego członka VDSO. Minister obrony ograniczył się jedynie do zakazania wojsku pomocy w kolportażu "Der Igel". Krok ten był niezbędny dla utrzymania dyscypliny, ale nie przeszkodził VDSO w kolportowaniu publikacji wśród żołnierzy w inny sposób. Mogli otrzymywać pismo pocztą i czytać je w koszarach. Władze twierdziły, iż nie przekroczyły przysługującego im marginesu swobody decyzji, który był z konieczności szeroki, bowiem tylko one, mając pełną wiedzę o okolicznościach danej sytuacji, mogły właściwie ocenić, jakie powinny być w danym momencie obowiązki i odpowiedzialność żołnierzy. Chociaż ze swobody wypowiedzi korzystają również żołnierze, jednak trudno sobie wyobrazić właściwe funkcjonowanie armii bez zasad prawnych zapobiegających osłabieniu dyscypliny wojskowej, np. przez kolportaż publikacji.
Trybunał zauważył, że w owym czasie wojsko kolportowało bezpłatnie we wszystkich koszarach publikacje własne oraz inne, wydawane przez stowarzyszenia żołnierzy. Tylko "Der Igel" spotkał się z odmową, co poważnie ograniczyło możliwość zwiększenia liczby czytelników wśród żołnierzy. Kolportaż pocztowy nie mógł wyrównać tej straty. Usprawiedliwieniem mogłaby być wyłącznie nagląca potrzeba. Wyjątki od zasady poszanowania swobody wypowiedzi muszą być bowiem ściśle interpretowane.
Zdaniem władz pismo - krytyczne i satyryczne - był zagrożeniem dla dyscypliny i zdolności bojowej armii. Trybunał uznał, że stwierdzenie to powinno być uzasadnione konkretnymi przykładami. W żadnym numerze "Der Igel" nie zalecało nieposłuszeństwa ani nie kwestionowało użyteczności armii. Można było znaleźć tam różne zarzuty, propozycje zmian, zachętę do występowania ze skargami. Jednak, poza często polemicznym tonem, nic nie wskazuje, iż przekroczono granicę dozwolonej wymiany myśli, która musi być tolerowana w armii demokratycznego państwa, podobnie jak w społeczeństwie, któremu ta armia służy.
Zdaniem Trybunału, stan napięcia w koszarach Schwarzenberg nie był sytuacją wystarczająco poważną, aby usprawiedliwić decyzję, której skutki rozciągały się na wszystkie koszary na terytorium kraju. Odmowa ministra obrony była więc nieproporcjonalna do realizowanego celu. Doszło do naruszenia art. 10 Konwencji wobec VDSO (orzeczenie zapadło stosunkiem głosów 6 do 3).
Gubi również twierdził, iż padł ofiarą naruszenia tego artykułu nie mogąc kolportować pisma. Podobnie, jak w przypadku VDSO Trybunał uznał, że naruszono art. 10 Konwencji (głosami 8 do 1).
VDSO i Gubi postawili także zarzut na podstawie art. 13 Konwencji. Władze nie potrafiły wykazać, iż istniały w Austrii jakiekolwiek środki odwoławcze, pozwalające VDSO wytoczyć spór dotyczący praw, których naruszenie było przedmiotem zarzutu.
Zdaniem Trybunału art. 13 został pogwałcony, ale tylko wobec VDSO
(głosami 6 do 3). Gubi natomiast mógł złożyć skargę do Trybunału Konstytucyjnego.
Jego zarzut na podstawie art. 13 nie miał podstaw (jednogłośnie).