Zła kobieta
Wolność prasy wymaga, aby chroniąc dobre imię innej osoby, brać pod uwagę interes dziennikarza w przekazywaniu informacji o sprawach publicznie ważnych.
W gazecie "Postimees" w Tallinie ukazał się w 1996 r. wywiad Enno Tammera z innym dziennikarzem Ula Russakiem, dotyczący opublikowania pamiętników Vilji Laanaru bez jej zgody.
Pani Laanaru współpracowała z Edgarem Savisaarem (obecnie jest jego żoną) przed i po objęciu przez niego stanowiska premiera Estonii w 1990 r. Była też działaczką jego partii. W 1989 r. urodziła mu syna. Po rezygnacji Savisaara z funkcji ministra w 1995 r. pani Laanaru odeszła z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i zaczęła prowadzić pamiętnik, opisując swoje doświadczenia w życiu politycznym i rządzie oraz osobiste relacje z Savisaarem. Pomagał jej w tym Ula Russak. W pewnym momencie doszło do sporu między nimi o publikację pamiętników i ich autorstwo. Laanaru wniosła do sądu sprawę cywilną dla ochrony jej praw autorskich. W marcu 1996 r. Sąd Miejski w Tallinie zakazał Russakowi publikacji do czasu rozstrzygnięcia autorstwa. Ten zdecydował się jednak wydać ten materiał w innej formie, opisując, co usłyszał od Laanaru. Zaczął drukować go w odcinkach w gazecie "Eesti Paevaleht". W wywiadzie w "Postimees" Tammer zapytał go, czy nie ma poczucia, iż uczynił bohatera ze złej kobiety, która zniszczyła małżeństwo innej osoby, jest wyrodną matką i nie daje dobrego przykładu młodym dziewczętom. Laanaru wniosła przeciwko Tammerowi sprawę karną z oskarżenia prywatnego o obrazę. Sąd w kwietniu 1997 r. skazał go na grzywnę 220 koron estońskich. Wyrok został utrzymany w mocy przez Sąd Apelacyjny, a następnie przez Sąd Najwyższy.
W skardze do Komisji Tammer zarzucił, iż skazanie go za obrazę w wywiadzie prasowym było naruszeniem art. 10 konwencji. Komisja przekazała tę sprawę Trybunałowi na podstawie protokołu nr 11 do konwencji reformującego jej mechanizm kontrolny.
Ingerencja w prawo do poszanowania swobody wypowiedzi była w tej sprawie bezsporna. Przy ocenie, czy była przewidziana przez prawo, Trybunał zwrócił uwagę, iż art. 130 kodeksu karnego, będący podstawą wyroku, chociaż sformułowany ogólnie, nie był tak niejasny i nieprecyzyjny, by nie spełniać warunku "prawa". Trybunał przypomniał, że w pierwszej kolejności do władz krajowych należy stosowanie i interpretacja prawa krajowego. Ingerencja była w okolicznościach tej sprawy przewidziana przez prawo. Podjęto ją dla ochrony dobrego imienia innych osób.
Pozostało ocenić, czy ingerencja była konieczna w demokratycznym społeczeństwie. Zgodnie z ustalonym orzecznictwem swoboda wypowiedzi może być ograniczona wyjątkami wskazanymi w ust. 2 art. 10, które należy jednak interpretować ściśle. Potrzeba ograniczeń musi być ustalona przekonująco. Przymiotnik "konieczna" w rozumieniu tego przepisu zakłada istnienie pilnej potrzeby społecznej. Państwa korzystają z pewnego marginesu swobody przy ocenie, czy taka potrzeba istnieje. Podlega ona jednak europejskiej kontroli, obejmującej przepisy oraz decyzje wydane na ich podstawie, nawet przez niezawisły sąd. Trybunał jest więc uprawniony do ostatecznego rozstrzygnięcia, czy ograniczenie da się pogodzić ze swobodą wypowiedzi chronioną w art. 10.
Przy wykonywaniu swojej funkcji kontrolnej Trybunał musi oceniać kwestionowaną ingerencję w świetle całości sprawy, łącznie z treścią wypowiedzi oraz ich kontekstem. Należy w szczególności ustalić, czy ingerencja była proporcjonalna do uprawnionych celów, a racje przedstawione przez władze krajowe na jej uzasadnienie odpowiednie i wystarczające. Trybunał musi być przekonany, że władze krajowe stosowały standardy zgodne z art. 10, oraz że opierały się na przekonującej ocenie istotnych faktów.
Trybunał przypomniał rolę prasy w demokratycznym społeczeństwie. Nie może ona przekroczyć pewnych granic, zwłaszcza gdy wchodzi w grę dobre imię innych osób lub nieupublicznianie informacji tajnych, jej zadanie polega jednak na przekazywaniu - w granicach jej obowiązków i odpowiedzialności - informacji i idei o sprawach wzbudzających publiczne zainteresowanie. Wolność dziennikarska obejmuje także możliwość posługiwania się do pewnego stopnia przesadą, a nawet prowokacją. Osoby prywatne są bardziej chronione przed krytycyzmem prasy niż politycy czy rządy. Zadanie Trybunału nie polega na zastępowaniu organów krajowych, ale na ocenie na podstawie art. 10, w świetle całości sprawy, decyzji podjętych w ramach przysługujących im uprawnień.
Tammera skazano za uwagi wyrażone w gazetowym wywiadzie z innym dziennikarzem. Sądy krajowe uznały, że nazwanie pani Laanaru osobą niszczącą czyjeś małżeństwo oraz wyrodną matką było obraźliwe. Zareagowały w obronie jej dobrego imienia. Wolność prasy wymaga jednak, aby chroniąc dobre imię innej osoby, brać pod uwagę interes dziennikarza w przekazywaniu informacji o sprawach publicznie ważnych.
Trybunał zwrócił uwagę, że komentarze Tammera odnosiły się do życia prywatnego pani Laanaru opisanego w pamiętnikach. Chociaż miała ona zamiar opublikować niektóre szczegóły ze swego życia, przy ocenie użytych słów należy uwzględnić ich potrzebę oraz ogólny interes. Sądy krajowe uznały, że Tammer mógł wyrazić swą negatywną opinię bez posługiwania się obraźliwymi wyrażeniami.
Pani Laanaru zrezygnowała z pracy w rządzie w 1995 r. w związku z aferą tajnych nagrań magnetofonowych, za które wzięła na siebie odpowiedzialność. Nie ustalono, aby drastyczne komentarze dotyczące jej życia prywatnego były usprawiedliwione publicznym zainteresowaniem lub względami interesu publicznego.
Przy ocenie sposobu rozpatrywania tej sprawy Trybunał stwierdził, iż sądy estońskie wiedziały, że wchodzi tu w grę konflikt między prawem do przekazywania idei oraz dobrym imieniem i prawami innych osób. Władzom krajowym nie można było zarzucić, iż niewłaściwie rozważyły wchodzące w grę interesy. Ze względu na margines swobody przysługujący państwom w takich okolicznościach Trybunał uznał, że władze krajowe były uprawnione do ingerencji. Przy ocenie jej proporcjonalności należało również uwzględnić charakter i surowość kary. W tym wypadku wchodziła w grę niewielka grzywna.
Trybunał uznał więc, że skazanie Tammera nie było nieproporcjonalne do celu, a racje przedstawione przez sądy krajowe na jego uzasadnienie były wystarczające i odpowiednie. Można więc było uznać ingerencję za konieczną w demokratycznym społeczeństwie dla ochrony dobrego imienia innych osób. Nie naruszono art. 10 konwencji (jednogłośnie).
Tammer przeciwko Estonii (orzeczenie - 6 lutego 2001r., Izba [Sekcja]
I, skarga nr 41205/98)